Koszykarzu, problem ze stresem? Przeczytaj to!

Trening mentalny nigdy się nie kończy. Ten temat przewijał się praktycznie w każdym moim kąciku trenerskim, jednak rosnąca liczba pytań skłoniła mnie do poświęcenia całego tekstu walce z Waszym największym rywalem – STRESEM! Zbliża się nowy sezon, dlatego powrótka jest jak najbardziej wskazana. Do boju!

Problemy ze stresem mają sportowcy w każdym wieku, bez względu na pochodzenie i dyscyplinę, którą uprawiają. Dostaję wiele maili z historią młodych graczy, którzy na treningach prezentują się doskonale, natomiast podczas meczu kompletnie nic im nie wychodzi. Podejmują złe decyzje, nie trafiają prostych rzutów, „przechodzą obok meczu”, czy po prostu zmagają się z bólem głowy, brzucha i wieloma innymi objawami stresu przedmeczowego. Stres spina sportowcom mięśnie, przeszkadza oddychać i odbiera pewność siebie. Stres podczas wielkiej imprezy może sprawić, że nawet najlepiej wytrenowany pływak po 50 metrach pierwszego w danym dniu wyścigu poczuje się kompletnie i totalnie wyczerpany!

Spora liczba rodziców bądź trenerów młodzieżowych uważa, że to psycholog sportowy powinien pomóc młodemu koszykarzowi w walce z problemem jakim jest stres. Moim zdaniem nikt nie zna tak dobrze psychiki koszykarza jak jego trener i to właśnie on powinien nauczyć swoich podopiecznych walczyć z dolegliwościami tego typu. Nie mniejszy stres od koszykarzy mają także trenerzy, dlatego przyznam, że sam często stosuje sposoby na walkę ze stresem, które dzisiaj Wam zaprezentuje.

ZRELAKSUJ SIĘ!

Uważam, że każdy koszykarz powinien być odpowiednio rozluźniony przed meczem. Jeśli widzę, że mój podopieczny ma z tym spory problem zadaje mu jedno pytanie: „Koszykówka to coś, czym zajmujesz się od wielu lat. Robisz to codziennie. Założę się, że nawet nie pamiętasz dnia, w którym nie pomyślałeś o tym, żeby pójść na trening, sprawdzić jakiś wynik lub cokolwiek z tym związanego. Dlaczego boisz się robić coś, co jest Twoim życiem? Wyjdź na boisko i baw się dobrze!”

Należy bardzo uważać na wyznaczanie indywidualnych zadań zawodnikom. Moim zdaniem powinny być one wypowiedziane w bardzo uważny sposób, bowiem jeśli narzucimy koszykarzowi, że ma zdobyć wiele punktów, zebrać więcej piłek niż rywal to problemy mogą dopiero się zacząć! Nastawiajmy naszych koszykarzy, aby funkcjonowali od akcji do akcji i kompletnie nie przejmowali się całym przebiegiem meczu. Często używam zwrotu „zepsułeś w ataku, odpracuj w obronie”.

MUZYKA

„Zrelaksuj się!”. Łatwo powiedzieć. Dlatego sam czasami namawiam moją drużynę, aby na pierwszą część rozgrzewki każdy wyszedł z słuchawkami na uszach. Choć niektórzy uznają to za szczyt lansu i bufonadę to ja uważam, że muzyka pozwala nam się skoncentrować, rozluźnić i stosować trening wyobrażeniowy, o którym napiszę za chwilę. Muzyka jest częścią koszykówki i sam w drodze na halę zawsze słucham jednej piosenki. Nastawia mnie pozytywnie nawet przed najtrudniejszym meczem.

TRENING WYOBRAŻENIOWY

W drodze na halę słuchając muzyki wyobrażaj sobie samego siebie grającego mecz, na który właśnie jedziesz. Wyobrażaj sobie siebie przeciwko koszykarzom, z którymi zaraz będziesz grał. Przywołuj dobre zagrania, celne rzuty, podania. Oglądaj siebie cieszącego się po punktach, dobrej obronie i przede wszystkim po wygranym meczu. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się to śmieszne, ale zaufaj mi – poskutkuje! Najważniejsze, abyś robiąc to był skoncentrowany tylko na tym ćwiczeniu.

RYTUAŁ

Dzień meczu jest specyficzny. Na początku współpracy z koszykarzami pytam ich o rytuały przedmeczowe. Większość z nich ma jedną specyficzną rzecz, którą robi zawsze przed meczem. Ja jednak skłaniam się prawie aż do przesady. Mój dzień meczowy jest zawsze dokładnie taki sam! Koszykarz powinien jeść zawsze to samo przed meczem. Jeśli spacerujesz, rób to zawsze. Nie zmieniaj nic! Zawsze po wypełnieniu mojego rytuału upewniam sam siebie, że jestem doskonale przygotowany do meczu! Piję tą samą kawę, staram się jeść w tej samej restauracji, równo godzinę przed meczem pije redbula, jem snickersa i popijam podwójne espresso. Oczywiście Was nie namawiam do takiej przesady, ale uwierzcie mi! Dobrze jest mieć swój rytuał przedmeczowy! Tak samo jak ulubione zagranie!

POMAGAJ INNYM

Czasami w szatni panuje bardzo napięta atmosfera przed ważnym meczem. Jeśli widzisz, że jest ona zbyt napięta zawsze staraj się ją rozładować jakimś żartem. Rozładowując napięcie u innych, pomagasz także sobie. Obserwuj swoich kolegów z drużyny i jeśli widzisz, że ktoś zupełnie sobie nie radzi z presją, pomóż mu! Porozmawiaj, powiedz jak Ty sobie z tym radzisz. Pamiętaj, że w koszykówce Twoja postawa w meczu jest uzależniona także od innych. To nie jest tenis!

BĄDŹ GOTOWY

Przystępując do meczu musisz mieć pewność, że jesteś w stu procentach do niego przygotowany. Pamiętaj, że każdy opuszczony trening oddala Cię od doskonałości. Jeśli trener dostarcza Ci informacji na temat rywala, bądź pewny, że znasz je wszystkie. Znaj mocne i słabe strony rywala i umiejętnie je wykorzystaj!

TRENING JAK MECZ

Na koniec najważniejszą radą jest stworzenie warunków meczowych na każdym treningu. Jeśli nie będziesz agresywny na każdym treningu tak jak na meczu – Twoja drużyna poniesie klęskę. Dawaj z siebie wszystko, bądź agresywny w obronie, komunikuj się na boisku, nie odpuszczaj. Tylko wtedy będziesz miał gwarancję, że jesteś przygotowany do meczu i stres jest Ci zupełnie niepotrzebny!

Mam nadzieje, że ten tekst pomógł Wam zwalczyć stres i przyczyni się do Waszej lepszej dyspozycji w meczach. Liczę na to, że jeśli ktokolwiek zainspirowany moimi radami odniesie sukces, poinformuje mnie o tym! Powodzenia!

A chętnych do pracy ze mną koszykarzy zapraszam na www.basketcamp.pl ! Jeśli zarejestrujecie się i opłacicie pobyt do końca września, załapiecie się na promocyjną cenę. Czekamy na Was w pięciu, zimowych terminach. Szansę ma każde województwo.

Do zobaczenia!

Jeszcze 10 dni tańszego zimowego BASKET CAMPU

camp

Jeszcze tylko przez 10 DNI obowiązuje promocyjna cena na Zimowy Basket CAMP w Wałczu! Do końca września za udział w Campie zapłacicie tylko 1200zł. Czekamy na Was aż w 5 terminach, szansę na przyjazd mają koszykarze ze wszystkich województw. Zarejestruj się już teraz! Informacje i rejestracja na www.basketcamp.pl

Trochę szybkich setów

Często piszecie do mnie maile i pytacie o jakieś szybkie sety, które dadzą Wam punkty w meczach Waszych drużyn. Kilka znajdziecie TUTAJ. 

Shooting Drills / Improve Your Balance

Trening mentalny dla trenerów CZ.1

DSC01685

Cześć! Trening mentalny dla trenerów część pierwsza. Wydrukuj, przeczytaj, używaj! Powodzenia!

W Polsce znajduje się wiele publikacji naukowych na temat koszykówki, jednak są to książki tylko i wyłącznie o taktyce, ćwiczeniach oraz selekcji. Od wielu lat starałem się zapoznawać z takimi pozycjami, lecz po przekartkowaniu kilku stron rezygnowałem, bowiem sucha teoria w zawiłym języku odstrasza nawet największego fanatyka koszykówki. Ten tekst możecie kopiować, przeklejać, robić z nim co chcecie. Pamiętajcie tylko, żeby wrzucić info, że jest z mojego bloga. Może ktoś tu wróci i wśród innych materiałów znajdzie coś więcej dla siebie. (blogcoachaz.mvp-magazyn.pl)

Wychodzę z założenia, że każdy, kto chce być lub jest trenerem koszykówki młodzieżowej w Polsce posiada podstawowe uprawnienia, wiedzę i doświadczenie, które pozwolą mu w merytoryczny sposób nauczać koszykarskiego rzemiosła najmłodszych graczy.

Postanowiłem stworzyć tą publikację dla ludzi takich jak ja – trenerów koszykówki, dla których praca nie jest zawodem, a stylem życia. Tematy, które tutaj poruszę dotyczą głównie mentalnego podejścia do zawodników od strony trenera oraz tego co „siedzi w środku” młodych koszykarzy.

Część wiedzy tutaj zwartych nie pochodzi tylko i wyłączenie od mojej osoby. Postanowiłem podzielić się wiedzą, którą otrzymałem od wielu znajomych, bardziej doświadczonych szkoleniowców, głównie ze Stanów Zjednoczonych. To właśnie myśl amerykańska jest czymś, z czym utożsamiam swój warsztat i zawsze bardzo chętnie sięgam po tamtejsze publikacje, których jest naprawdę wiele i szczerze je wszystkim polecam. Aby zawartym tutaj teoriom dodać autentyczności postanowiłem opublikować kilka autentycznych sytuacji z mojej szatni lub innych szkoleniowców, którzy nie bali się zdradzać tajemnic drużyny i pomogli mi pomóc innym.

Końcem wstępu niech będzie stwierdzenie, iż bardzo warto uczyć się od innych i brać przykład ze swoich idoli. To gwarantuje rozwój, lecz trzeba pamiętać, że biorąc przykład z innych trzeba dokładać coś od siebie, ponieważ bycie czyjąś kopią nigdy nie prowadzi do sukcesu…

 

ROZDZIAŁ 1: PODSTAWY

1.1 Poznaj swoich graczy

 

Aby osiągnąć sukces szkoleniowy bez wątpienia trzeba mieć dobry kontakt ze swoimi podopiecznymi. Moim zdaniem wielu trenerów popełnia błąd traktując swoich podopiecznych zbiorowo. Mimo, iż koszykówka to gra zespołowa to wielki nacisk trzeba kłaść na indywidualne podejście do zawodnika: zarówno podejście czysto treningowe, jak i mentalne. Każdy młody człowiek jest inną osobowością, która inaczej reaguje na dane zachowanie trenera. Niektórych trzeba chwalić częściej, innych krytykować mniej – wszystko zamyka się w psychice gracza, a pracując z koszykarzami mamy dwanaście „przypadków”, które należy jak najlepiej poznać i zacząć z nimi pracę.

Mówiąc o osobowości nie mam na myśli tylko kwestii, którą możemy poruszyć na treningu. Wielkim plusem jest, jeśli trener interesuje się koszykarzami także prywatnie, pyta o ich pasje, zainteresowania i zależy mu na tym, aby w poprawny sposób spędzali swój czas wolny. Oczywiście nie namawiam tutaj do tego, aby każdy trener śledził swoich graczy i sprawdzał z jaką dziewczyną się spotyka, jednak jeśli któryś z graczy ma problem z alkoholem, hazardem lub wpada w złe towarzystwo – trener powinien to zauważyć.

Prowadzenie rozmów przed lub po treningu z zawodnikami bardzo pomaga w osiągnięciu dobrych relacji z nimi. Czasami warto spróbować i pójść krok dalej podczas jakiegoś zgrupowania czy turnieju i wieczorem usiąść ze wszystkimi koszykarzami i przełamać barierę, w której młodzi ludzie boją się rozmawiać ze starszym trenerem. Jeśli trener da poznać siebie jako osobę otwartą – oczywiście z zachowaniem ról – to na pewno wszyscy zawodnicy wejdą z nim w dialog i oprócz wielu cennych informacji trener wejdzie w pozytywne relacje ze swoimi podopiecznymi.

Ćwiczenie 1.1.

Ustaw krzesła w kształcie półokręgu a przed nimi ustaw jedno krzesło na którym usiądziesz. Do pustych krzeseł zaproś swoich podopiecznych i pamiętaj, aby nikt nie czuł się odizolowany (ustaw krzesła tak, aby – mniej więcej – każdy siedział w tej samej odległości od Ciebie i każdy był zwrócony twarzą do Ciebie). Poproś, aby każdy opowiedział jeden interesujący fakt z jego życia dotyczący dowolnej dziedziny. Nie zapomnij, że Ty także bierzesz udział w zabawie! Kilka ciekawych historii sprawi, że sztywna rozmowa zamieni się w luźny panel dyskusyjny. Jeśli jesteś nowym trenerem w zespole to warto zadać zawodnikom kilka pytań i poprosić każdego o odpowiedź. Na samym początku nie zapomnij sam podać graczom swojej odpowiedzi.

Przykładowe pytania:

  1. Interesujący fakt z Twojego życia
  2. Gdzie widzisz siebie za 10 lat?
  3. Czym dla Ciebie jest koszykówka?

Konkretne pytania zależne są od osobowości i ciekawości trenera. Ćwiczenie ma na celu pokazać technikę „złapania” kontaktu z drużyną.

 

1.2 Wszystkich traktuj równo

 

Każdy trener ma swoich ulubieńców i tego nie jesteśmy w stanie zmienić. W każdej drużynie, w której pracowałem miałem zawodników, z którymi lubiłem bardziej pracować niż z innymi. Bardzo ważne jest, aby wszystkich członków zespołu traktować równo. („Każdego dnia staraj się, aby ludzie wokół Ciebie czuli się ważni”)

Najgorszą rzeczą jest szufladkowanie graczy lub odsyłanie tych słabszych „na boczny kosz”. Młodym ludziom zależy na tym, aby być pełnoprawnym członkiem drużyny, nawet jeśli podczas spotkań nie odgrywają większej roli na parkiecie.

W Polsce wielu trenerów dodaje „tym gorszym” graczom dodatkowe zajęcia i obowiązki na treningu (podawanie piłek podczas ćwiczeń, chowanie sprzętu po treningu, odnoszenie klucza do szatni). Warto wydawać takie polecenia rotacyjnie, czyli tak, aby każdy koszykarz był za to odpowiedzialny w zależności od dnia. Jeśli trener będzie „gnębił” małą grupę graczy to daje Wam moją osobistą gwarancję, że chemii w zespole nie zbudujecie.

Ćwiczenie 1.2

Sportowcy uwielbiają hazard. Jeśli trener ma jakieś zadanie dla kilku osób warto wyłonić „przegranych” podczas jakiegoś konkursu rzutowego.

Błędem jest przesądzanie z góry o potencjale młodych koszykarzy. Każdy z trenerów zna na pewno przypadek, kiedy młody zawodnik robi kolosalny postęp w bardzo krótkim okresie, mimo faktu, że wcześniej nikt tego nie przewidywał. Znam szkoleniowców, którzy wyznają zasadę: „w mojej drużynie jest dwóch lub trzech graczy, z których może coś będzie. Reszta trenuje tylko po to, aby istniała grupa dla tej wybranej trójki”.  Trudno nie zgodzić się z powyższym stwierdzeniem – w koszykówkę zawodowo będą grali tylko wyjątkowi, jednak ja wychodzę z założenia, że nigdy nikogo nie należy przekreślać.

Dawanie szansy, czasami nawet wtedy, kiedy sami nie wierzymy w powodzenie swojego podopiecznego jest bardzo ważne. Dobrym przykładem może być zawodnik, na którego postanowiłem postawić w czwartej kwarcie niezwykle ważnego meczu. Dotychczas był to gracz, który otrzymywał mniej niż pięć minut od pierwszego trenera i to głównie w pojedynkach, w których wynik był już rozstrzygnięty. Podczas turnieju, na którym to ja pełniłem rolę pierwszego szkoleniowca zrobiłem to, czego nie robił mój szef. Dałem mu swoją wiarę, swój entuzjazm i przede wszystkim optymistyczne nastawienie, a on dzięki kilku bardzo ważnym zbiórkom i odważnej grze w ataku dał mi powody do okrzyknięcia go „ojcem zwycięstwa” tuż po meczu.

Do czego zmierzam? W koszykówce młodzieżowej nie powinniśmy być nastawieni w pierwszej kolejności na wynik. Jeśli poświęcimy się wychowywaniu w sportowym duchu, nauczaniu koszykówki w oparciu o trening mentalny i wychowawczy to oprócz dobrych koszykarzy wychowamy dobrych ludzi, którzy w przyszłości jeśli nie będą graczami zawodowymi to bez wątpienia staną się ludźmi o bogatej osobowości. Wychowanie w sportowym duchu zostaje na całe życie, a dowodem tego jest fakt, iż wielu niedoszłych koszykarzy pozostaje przy sporcie amatorskim, ponieważ od czasu do czasu ma potrzebę zmęczenia się. A o pozytywach aktywnego trybu życia nie trzeba nikomu przypominać.

1.3 Zdrowe nawyki na całe życie

 

Koniec poprzedniego działu był zapowiedzią tego. W dzisiejszych czasach publicyści, dziennikarze, aktorzy, piosenkarze i inne pseudo autorytety próbują nauczyć nas jak zdrowo żyć. Tak naprawdę ja wychodzę z założenia, że styl zdrowego życia zostaje nam na całe życie właśnie dzięki temu, że w młodości uprawialiśmy jakiś sport przynajmniej półzawodowo.

Miłość do koszykówki nie zanika nigdy. Możemy zacząć inne życie, podjąć pracę nie związaną z tym pięknym sportem, jednak zawsze w wolnej chwili gra ze znajomymi sprawi nam ogromną przyjemność. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że osoby, które w przeszłości uprawiały jakiś sport będą miały potrzebę spocenia się kilka razy w tygodniu. Mam tu na myśli jogging, siłownię, tenis czy cokolwiek innego. Wysiłek fizyczny nie tylko wpływa pozytywnie na nasze zdrowie, ale ma także świetny wpływ na nasze samopoczucie. Moment powrotu do domu z ciężkiego treningu biegowego lub przyjaznej gierki ze znajomymi uważam za najlepszy w amatorskim uprawianiu sportu.

Bardzo ważne jest, aby trenerzy młodzieżowi wpajali swoim podopiecznym zalety uprawiania sportu. Trening powinien być przyjemnością, okazją do doskonalenia się oraz pożyteczną formą spędzania czasu, której efekty widzimy później w warunkach meczowych. Martwi mnie fakt, że pewien odsetek szkoleniowców prowadzi swoje drużyny w taki sposób, że młodzi gracze przychodzą na trening bo muszą. Dlaczego tak się dzieje i jak z tym walczyć?

Ćwiczenie 1.3

Miłość do koszykówki należy pobudzać w każdym młodym koszykarzu. W przypadku klubu koszykarskiego warto od czasu do czasu sprawdzić, jak wielką przyjemność naszym podopiecznym sprawia trening. Jeśli na przykład w weekend grasz wyjazdowy mecz, a do domu wracacie dopiero w niedzielę polecam odwołanie poniedziałkowego treningu po to, aby koszykarze mieli czas na regenerację sił i przygotowanie do kolejnego tygodnia ciężkiej pracy. Cała zabawa polega na tym, aby na końcu dodać, że jednak jest trening, lecz tylko DLA CHĘTNYCH. Zapewniam, że przyjdą Ci, dla których koszykówka jest czymś więcej, niż tylko zabawą i okazją do poprawienia swojej pozycji wśród rówieśników. Podczas takiego treningu warto popracować nad umiejętnościami indywidualnymi poszczególnych zawodników, odbyć z nimi rozmowę (krótki trening mentalny) i sprawić, aby na drugi dzień w szatni padły słowa: „Ale wczoraj był fajny trening. Żałuj, że nie byłeś”. Jeśli kolejnym razem na taki trening przyjdzie więcej zawodników lub nawet cała drużyna, możesz to uznać za swój osobisty sukces.

 Co sprawia, że młodzi koszykarze zniechęcają się do treningu? Brak minut na parkiecie, brak postępu, niezrozumiałe i trudne ćwiczenia. Rolą trenera jest nie tylko tłumaczyć jak je wykonywać i na co zwracać szczególną uwagę, ale także objaśniać czemu one służą. Akcentowanie celu i działań zwiększy zaangażowanie koszykarzy oraz zwiększy zadowolenie z siebie jeśli założenia zostaną przez nich wykonane.

 

1.4 Pokaż im swoją pasję

 

   Entuzjazm jest najpiękniejszym słowem na ziemi. Entuzjazm bez rozumu jest niebezpieczny i bezużyteczny. Te dwa zdania mogą wprowadzić w lekkie zakłopotanie, jednak wszystko co robię w życiu opieram właśnie na entuzjazmie. Czym właściwie jest entuzjazm?

Ja odbieram to jako posiadanie ogromnej pasji i uzewnętrznianie emocji, które dzięki niej towarzyszą nam podczas meczu, treningu czy czynności dnia codziennego. Dobry trener to trener z pasją. Wychodzę z założenia, że jeśli dajemy drużynie swoją energię podczas meczu lub treningu poprzez wielki entuzjazm – dostajemy odpowiedź ze zdwojoną siłą. Od zawsze namawiam i będę namawiał swoich podopiecznych gdziekolwiek będę pracował do –nawet czasami nadmiernego – okazywania swoich emocji. Daje to nie tylko poczucie pewności, spójności, ale wyzwala dodatkową energię i wprawia przeciwnika w wielkie zakłopotanie, które czasami ogranicza jego możliwości na parkiecie.

Mówię tutaj o okazywaniu radości po udanych akcjach, syndrom „ławka żyje”, pobudzanie się do obrony po stracie oraz wiele, wiele innych zachowaniach. Najważniejszym elementem tej całej entuzjastycznej układanki to znalezienie serca drużyny – człowieka o największej ilości pozytywnej energii. To jemu przekazujemy swoją energię, pobudzamy go, a on odpowiada za wszystko na parkiecie. Nie spotkałem się jeszcze z drużyną, w której wszyscy są zainteresowaniu „życiem” meczem. Od tej mniejszej roboty jest właśnie serce zespołu.

 

1.5 Inspiruj do samodoskonalenia

Wielu zawodników przychodzi na trening nawet godzinę przed jego rozpoczęciem. Czasami jest to miłość do koszykówki, jednak bywa i tak, że jest to sposób na ucieczkę od domowych obowiązków lub po prostu młodzi ludzie nie mają co ze sobą zrobić. Najgorszą rzeczą jest fakt, iż podczas tej godziny luźnego rzucania na hali wszyscy robią to bezmyślnie, nic z tego nie wynoszą.

Powiedzmy naszym podopiecznym, aby każdą minutę obecności na parkiecie wykorzystywali w inny lepszy sposób. Ćwiczenie swoich ulubionych zagrań, automatyzacja rzutów, kilka ciekawych ćwiczeń, które można robić samemu – właśnie tym powinni się zajmować w oczekiwaniu na trening. Tak właśnie robili ci, którzy dzisiaj są ich idolami.

Kolejnym zadaniem trenera jest inspirowanie młodych koszykarzy. Należy dawać im bodźce do pracy także poza treningiem. Jeśli już wiemy, że nasz gracz robi coś w swoim zakresie to rozmawiajmy z nim o tym. Zdarzają się przypadki, że nieudolny trening indywidualny bez opieki trenera prowadzi do kontuzji lub utrwalenia złych nawyków, dlatego częste konsultacje ograniczą do minimum ryzyko jakiegoś incydentu.

Inspirować mogą filmy oglądane w drodze na mecze bądź w pokojach podczas zgrupowań. Bardzo dobrze na atmosferę w zespole może wpłynąć wspólne wyjście do kina po słabszym meczu na przykład podczas kilkudniowego turnieju poza miejscem zamieszkania.

Trafną inicjatywą jest to, co robi Phil Jackson – książki. Ofiarowanie książki graczom może okazać się strzałem w dziesiątkę pod wieloma względami. Zdaje sobie sprawę, iż pracujących w Polsce trenerów nie stać na cotygodniowe zakupy kilkunastu książek, dlatego czasem warto pożyczyć swoim podopiecznych kilka ulubionych pozycji.

1.6 Wprowadź siebie i ich w trans (flow)

Zawsze powtarzam, że koszykówka jest czymś więcej niż tylko zwykłą grą. Być może słowo religia byłoby nadużyciem, lecz śmiało mogę stwierdzić, iż koszykówka jest dla nas wszystkich stylem życia i wyznacznikiem naszej osobowości. To dla niej zrobimy wszystko bez względu na warunki. Dobrym przykładem może być kontuzjowany koszykarz. Bez względu na to jak poważna jest kontuzja usłyszymy pytanie „Kiedy będę mógł wrócić do treningów?”. Mimo wielkiego bólu jaki przeżywamy nie przychodzi nam do głowy myśl, aby porzucić sport po wyleczeniu kontuzji i zakończeniu rehabilitacji.

Bardzo często bywa tak, że zawodnicy odnoszący kontuzje podczas meczu grają do samego końca, a sam ból lub uraz zauważają dopiero po zakończeniu rywalizacji. Dzieje się tak dlatego, że najlepiej zmotywowani gracze popadają podczas gry w magiczny wręcz trans, zwany w Stanach Zjednoczonych „flow”. Charakteryzuje się on tym, iż dla zawodnika istnieje tylko „tu i teraz”, nie ma zewnętrznego świata, zmartwień i innych bodźców. Jest on pobudzony, gotowy do walki, maksymalnie skoncentrowany, a nawet niecierpliwy i oczekujący kolejnych akcji, wydarzeń. Graczy w takim stanie cechuje lepszy refleks, większa siła mięśni i przede wszystkim w przypadku koszykówki – skuteczność! Aby potwierdzić te słowa wystarczy zapytać koszykarza, który rozegrał fenomenalny mecz zarówno w ataku jak i obronie. Najprawdopodobniej po zakończeniu gry nie będzie pamiętał wszystkich jego fragmentów, a oglądając mecz na video stwierdzi, iż niektórych swoich zachować w żaden sposób sobie nie przypomina.

Tak samo jest z trenerami. Kiedy angażują się maksymalnie podczas meczu ich wydajność jest znacznie większa. Myśli, które przechodzą przez głowę trenera dotyczą właśnie tego „tu i teraz” i istnieje większe prawdopodobieństwo, że zostaną podjęte lepsze decyzje. Warto obserwować najlepszych trenerów; ich mimikę, gestykulację, zachowanie. Maksymalnie pobudzony trener, w idealny sposób pobudza swoich podopiecznych, którzy stanowiąc całość są w stanie wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i pokonać nawet faworyzowanego rywala.

Dlatego ważne jest, aby każdy trener, bez względu na poziom rozgrywek, traktował koszykówkę jako coś więcej niż tylko źródło utrzymania. Szkoleniowiec bez pasji powinien ustąpić miejsca człowiekowi, któremu nie zależy tylko na własnym rozwoju, ale przede wszystkim na ogólnym rozwoju koszykarzy. W młodzieżowej koszykówce trener jest zaraz po rodzicach jeśli chodzi o kształtowanie charakteru młodego człowieka, bowiem grupę rówieśniczą stanowią koledzy z drużyny będący pod wpływem tego samego trenera. Należy pamiętać, że wprowadzając w trans koszykarzy nie wolno podczas meczu nagle zmieniać swojego nastawienia bądź nagle wycofywać swój entuzjazm zewnętrzny. Nagłe zachwianie mentalności podczas meczu grozi całkowitym załamaniem modelu psychologicznego i w efekcie znacznie obniży poziom koncentracji, a co za tym idzie – poziom gry zawodników danej drużyny.

1.7 Bądź wdzięczny

 

   Nie oszukujmy się. Granie w koszykówkę, uprawianie jakiegokolwiek sportu to nie tylko pasja, to przywilej. Dzięki łatce „sportowca” odnosimy korzyści nie tylko w życiu zawodowym, ale także prywatnym. Zawodnicy są lepiej traktowani w szkołach, są popularni wśród rówieśników i śmiało możemy stwierdzić, iż zaliczają się do tych, z którymi każdy chce przebywać. Bardzo ważne jest, aby uświadomić młodym koszykarzom, że naprawdę bardzo dużo zawdzięczają tej dyscyplinie ich życia. Ich położenie w hierarchii rówieśniczej jest perfekcyjne, lecz kryją się za tym także potencjalne problemy i zagrożenia.

Problem powstaje wtedy, kiedy młody koszykarz świadomy swojej pozycji przywiązuje do niej większą uwagę niż do samego trenowania koszykówki i doskonalenia swoich umiejętności. W języku potocznym nazywamy to „gwiazdorstwem” czy „lansem” i obowiązkiem trenera jest kontrolowanie tego typu zachowań. Nie chodzi mi o jakieś ograniczenia ze strony trenera, lecz „sprowadzenie na ziemię” zawodnika. Najprostszą metodą jest oczywiście rozmowa z zawodnikiem, jednak ona nie zawsze bywa skuteczna. Wtedy przychodzi czas na bardziej drastyczne kroki, ale trzeba być bardzo ostrożnym i uważać, aby nie robić zbyt wielkich napięć na linii trener – zawodnik.

„Czasami trzeba zrobić krok w tył, aby potem zrobić dwa kroki w przód” – to słynne już chyba powiedzenie sprawdza się nie tylko podczas podejmowania różnych ryzykownych decyzji, ale także świetnie odnajduje się w relacjach trenera z zawodnikami. Odsunięcie gracza od meczu, odesłanie go na ławkę, czy też inna metoda wychowawcza na chwilę na pewno zepsuje Wasze relacje, jednak jeśli pomożemy naszemu podopiecznemu szybko wyciągnąć wnioski z tego upomnienia – wiele na tym zyskamy.

Reasumując. Nie bójmy się upominać i karać nawet tych najlepszych zawodników. Pamiętajmy, że celem trenerów młodzieżowych nie jest osiągnięcie wyniku, a wychowanie młodych ludzi w duchu sportu, a przy odrobinie szczęścia zawodowych koszykarzy, którzy nasze nauki praktykować będą także w życiu osobistym. Uświadamiajmy młodym ludziom, że powinni być wdzięczni za to co w danej chwili mają, jednak pamiętać należy także, aby podsycać w nich pragnienie doskonalenia się i osiągania co raz to większych – ale zawsze realnych – celów.

To był pierwszy odcinek treningu mentalnego dla trenerów. Jak tylko znajdę trochę czasu na moim blogu pojawi się druga część, w której poznacie filozofię konkretnych trenerów, których mam w swojej Galerii Sław.

Zapoznajcie się z moim Basket Campem. Jeśli jesteś trenerem i chciałbyś ze mną pracować – napisz. Jeśli jesteś koszykarzem i chciałbyś z nami trenować – zarejestruj się na najbliższy Basket Camp. (www.basketcamp.pl)

Ray Allen Shooting Drill

Koniec wakacji? Trenuj ze mną w ferie zimowe!

logo-prop_fb

Choć do ferii zimowych jeszcze sporo czasu to już teraz wystartowała rekrutacja na mój BASKET CAMP w Wałczu! Wejdź na NASZĄ STRONĘ i zapoznaj się z ofertą! Do 30.09 naprawdę promocyjna cena!

Poznaj filozofię złotego medalisty z RIO!

coachkCoach Krzyżewski wczoraj wygrał ze swoją drużyną złoto! Nie może być lepszej okazji do przypomnienia jego filozofii, z którą mocno zżyty jestem od 2008 roku! Cały tekst powstał właśnie wtedy, jednak do dziś jest jak najbardziej aktualny i chętnie do niego wracam!

Od 2001 roku członek „Basketball Hall of Fame”, który jest inspiracją dla wielu młodych trenerów i koszykarzy. Posiadający polskie korzenie Michael William „Mike” Krzyżewski to człowiek, którego przyjemnie się słucha…

Mike Krzyżewski to specyficzna osoba. Choć uważany jest za wielką gwiazdę koszykówki sprawia wrażenie najnormalniejszego w świecie trenera, dla którego ten zawód to powołanie i pasja. Przeprowadzenie wywiadu z tym człowiekiem to zwykła strata czasu, bowiem zadając pytanie znacznie ograniczasz tematykę odpowiedzi. Mnie – jako młodego trenera – bardzo interesowały pierwsze trenerskie kroki najpopularniejszego człowieka z polskim nazwiskiem w USA.

Trener z rozkazu

– To miało miejsce w 1969 roku zaraz po tym jak ukończyłem West Point. Trafiłem do Fort Carson w Colorado. W wolnych chwilach grałem tam z różnymi ludźmi w koszykówkę, jednak mój pułkownik wezwał mnie i stwierdził, że nie powinienem brać w tym udziału. Powiedział, że żaden żołnierz jego oddziału nie będzie marnował czasu na bezsensowne granie w koszykówkę. Kilka dni później zadzwonił do mnie Bernard Rogers, nowy przywódca dywizji. Wiedział o mojej koszykarskiej przeszłości na West Point i zapytał dlaczego nie mamy drużyny koszykówki w Fort Carson. Kiedy powiedziałem mu o decyzji pułkownika, ten szybko skontaktował się z nim i nie tylko rozkazał stworzyć drużynę koszykówki w naszej jednostce, ale mianował mnie grającym trenerem. Tak właśnie pierwszy raz oficjalnie zostałem trenerem koszykówki – powiedział z wielkim uśmiechem Mike Krzyżewski.

Syn swoich rodziców

Mike Krzyżewski dorastał w polskiej dzielnicy wychowywany przez dwoje polskich emigrantów. Jego matka, Emily, była pomocą domową oraz sprzątaczką w Chicago Atlethic Club. Ojciec William pracował jako operator windy w Chicago. Trudna sytuacja materialna rodziny Krzyżewskich sprawiła, że pracujący całe dni rodzice bardzo rzadko mieli czas na normalne życie rodzinne. Mimo wszystko Krzyżewski nie ukrywa, że jego matka zawsze miała dla niego chwilę. – Moja mama zawsze miała dla mnie czas, kiedy jej potrzebowałem. Nie ukrywam tego, byliśmy biedni. Moja mama miała tylko dwie wyjściowe suknie, podejmowała się wielu prac dorywczych, aby zapewnić nam wykształcenie. Teraz z biegiem czasu śmiało mogę stwierdzić, iż ja i mój brat Bill byliśmy szczęściarzami. Nasi rodzice nie mieli nic, jednak mieli wszystko. Mieli w sobie dużo miłości, której nigdy nie brakowało w naszym domu – wspomina.

– Mnóstwo rzeczy, których nauczyłem się od mojej mamy stosuję teraz w mojej pracy. Staram się zawsze namawiać moich zawodników, aby nie bali się porażki i zawsze podejmowali próbę, a wtedy na pewno odniosą upragniony sukces. Tak naprawdę to właśnie rodzice wybrali drogę, którą podążyłem. Pamiętam sytuację, kiedy ojciec z matką rozmawiali w domu po polsku. Robili tak zawsze, kiedy nie chcieli, abyśmy z bratem zrozumieli o czym rozmawiają. Z tej dyskusji zrozumiałem tylko trzy słowa: Mike, West Point i głupi. Po tej dyskusji rodzice powiedzieli mi, że pójdę do West Point. Choć na początku stanowczo protestowałem to ostatecznie uległem, bowiem wiedziałem, że rodzice robią to, abym zdobył odpowiednie wykształcenie. Było to najlepsze rozwiązanie zwłaszcza z uwagi na to, że nie mieliśmy pieniędzy na lepsze uczelnie – tłumaczy Coach K.

– Pewnego dnia moja mama zapytała mnie jak to możliwe, że teraz jestem trenerem Duke, a moja twarz dosyć często pojawia się w telewizorze. Powiedziałem jej, że wszystko zawdzięczam właśnie jej i temu, kogo ze mnie zrobiła. Zobaczyłem tylko jej uśmiech i usłyszałem słowa, które tak często do mnie wypowiadała: „Mike! C’mon”! Kilka tygodni po jej śmierci otrzymałem paczkę od mojego brata. To co zobaczyłem dosłownie zwaliło mnie z nóg. Był to ogromny album z odręcznie opisanymi moimi meczami, w których występowałem zarówno jako trener oraz zawodnik. Były tam zdjęcia, wycinki z gazet, dokładny wynik każdego spotkania. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że za czasów mojej młodości często bywało tak, że moja mama była na moich meczach, a ja nawet wtedy tego nie wiedziałem – opowiada Krzyżewski.

Właśnie ta historia wyjawia rytuał, jaki wypełnia Mike Krzyżewski przed każdym meczem drużyny, którą prowadzi. – Wiesz co jeszcze było w tej paczce? Jej różaniec. Od tamtej chwili przed każdym meczem wkładam go do kieszeni i wtedy, kiedy stoję sam podczas rozgrzewki mojej drużyny rozmyślam i modlę się. Modlę się za moją matkę i proszę Boga, aby był ze mną w najtrudniejszych chwilach –mówi trener.

Wielki mentor

Praca z młodzieżą to specyficzna praca. Trener młodzieżowy musi mieć inne podejście do swoich podopiecznych, a Krzyżewski jest mistrzem tej mentalnej gry, która sprawia, iż doskonale zna on swoich zawodników nie tylko od strony koszykarskiej. Podczas rekrutacji Krzyżewski osobiście odwiedza swoich przyszłych zawodników w ich rodzinnych domach i rozmawia z nimi oraz ich rodzicami o przyszłości. – Za każdym razem mam im do powiedzenia fajną kwestię: Zamierzam dać z siebie wszystko. Dam wam 100 procent siebie. W zamian za to oczekuję, iż ukończycie szkołę. Oczekuję, że zasilicie Duke nie tylko z koszykarskich powodów. Jeśli tego nie rozumiecie, nie przychodźcie do Duke. Chcę, żeby Waszym życiem była koszykówka, ale zależy mi także na tym, aby każdy z Was opuścił mury tej szkoły wykształcon – zdradza metody swojej pracy.

– Bardzo ważne jest, aby każdy zawodnik myślał o swojej drużynie jak o jedności. „Moje” zamieńmy w „nasze”, „ja” w „my”. Nie zależy mi na tym, aby ktoś mówił, że to drużyna Krzyżewskiego. To nasza drużyna. I ważne jest, aby mówili tak nie tylko koszykarze, ale też wszyscy fani Duke czy reprezentacji – dodaje.

Krzyżewski jest też wielkim przeciwnikiem pisania kontraktów czy też kodeksów, które mają zapewnić porządek w drużynie. – Zbyt wielka ilość zasad, których trzeba przestrzegać rujnuje relacje na linii trener – zawodnik. Na początku sezonu informuję naszą drużynę, że panuje u nas tylko jedna zasada: Nie rób tego co w Twoim mniemaniu jest nieodpowiednie. I to się sprawdza! – zauważa.

Mike Krzyżewski to przede wszystkim nauczyciel, a następnie trener. Śmiało mogę powiedzieć, że człowiek sukcesu w tych dwóch dziedzinach. Jeśli doliczyć do tego szeroką działalność charytatywną oraz angażowanie się w szkolenie młodzieży – trudno powiedzieć cokolwiek negatywnego na temat jego osoby.

W kolejnym tekście na temat Krzyżewskiego przeczytacie więcej na temat jego filozofii koszykówki oraz poznacie kilka niepublikowanych historii, w których główne role odgrywają doskonale znani polskiej publiczności koszykarze.

Psycholog z zamiłowania

Trener Mike Krzyżewski nie ukrywa, iż wielką rolę w jego warsztacie odgrywa psychologia. Zajmuje się on nie tylko kształtowaniem koszykarskich umiejętności swoich podopiecznych, ale także dba o ich rozwój intelektualny oraz rozwój mentalny. Te wszystkie czynniki mają właśnie być podstawą do wyszkolenia świetnych koszykarzy.
Każdego roku tuż przed rozpoczęciem przygotowań do sezonu wchodzę do sali, w której przebywają wszyscy koszykarze mojej drużyny. Choć przychodząc do Duke posiadają oni wielkie umiejętności koszykarskie i niezmierzone pokłady talentu to tak naprawdę stanowią oni tylko garstkę znakomitych indywidualności, z których zawsze chcę stworzyć stabilną drużynę – mówi Krzyżewski.
Moim celem podczas przygotowań do sezonu jest poznanie moich zawodników pod względem koszykarskim i prywatnym. Skupiam się nad tym, aby poznać każdego tak dobrze, jak tylko mogę. Zapraszam zawodników do swojego domu na obiad, bardzo często zdarza się, że odbywam z nimi rozmowy w cztery oczy podczas prostego wyjścia do restauracji. Poznawanie osobowości tych ludzi pomaga mi potem robić z nich lepszych koszykarzy.

Coach K jest zdania, że każda drużyna powinna posiadać w swoich szeregach zawodnika, który dzięki swojemu entuzjastycznemu podejściu do koszykówki będzie prawdziwym sercem zespołu i pociągnie ją w górę w najtrudniejszych momentach. Jako lider tych chłopaków muszę znaleźć serce drużyny, ponieważ taka osoba jest potrzebna, aby każdy przebywający z nią na parkiecie był lepszym graczem – mówi trener.

Twarde zasady

Choć Mike Krzyżewski sprawia wrażenie szalenie miłego i otwartego człowieka dla wszystkich, to w jego zespołach panują żelazne zasady, których trzymać się musi każdy zawodnik. Tak jak mówiłem wcześniej – szkoła jest najważniejsza. Osobiście angażuję się w to, aby moi koszykarze nie byli odseparowani od pozostałych studentów, dlatego kategorycznie zabroniłem umieszczać ich w sportowych akademikach. Moi koszykarze mieszkają wraz z innymi studentami właśnie po to, aby oprócz sportu mieli okazję uczestniczyć w normalnym życiu uczelni. Tak naprawdę to trochę Cię oszukałem, bo głównym powodem jest to, że mogą się uczyć z pozostałymi i przy tym mam gwarancję, że nie zapomną, po co tak naprawdę przyszli do Duke – mówi rozbawiony „Mick” (pseudonim z dzieciństwa – przyp. red.)

Trener Blue Devils nie zapomniał oczywiście o kontroli swoich podopiecznych. Krzyżewski otrzymuje cotygodniowe sprawozdania na temat postępów w nauce swoich graczy, włączając w to obecność na zajęciach, która odgrywa dla niego bardzo ważną rolę w edukacji.
Na naszych pierwszych spotkaniach zapewniam ich, że nie warto ukrywać żadnych swoich problemów. Mówienie o naszych problemach może tylko i wyłącznie doprowadzić do ich rozwiązania. Bardzo denerwuje mnie, kiedy zawodnicy przychodzą na spotkania lub trening spóźnieni. W moich drużynach panuje zasada, że jeśli jeden zawodnik się spóźni, wszyscy jesteśmy spóźnieni i ponosimy tego konsekwencje. Tak samo jest na parkiecie, ponieważ zawsze wygrywamy i przegrywamy razem. Jeśli ktoś popełni błąd w obronie, wszyscy go popełniliśmy. Jeśli ktoś zdobywa punkty, to przecież jest to zasługa dosłownie wszystkich. Koszykówka to gra zespołowa, dlatego zespołowość w tej dziedzinie jest potrzebna także poza parkietem – tłumaczy.

Krzyżewski w swoich wywodach lubi powracać do czasów szkolnych, kiedy jako student West Point kształtował swoją nieprzeciętną osobowość.Oczywiście nie zdradzę wszystkich tajników funkcjonowania naszego zespołu. Choć wcześniej mówiłem Ci, że zbyt wielka ilość zasad psuje relacje trenera z zawodnikami, to tak zwany niepisany kodeks moralny jest potrzebny. Ja na nich tego nie wymuszam, a raczej daje im lekko do zrozumienia, a resztę pracy oni wykonują sami w swoich głowach. Pamiętam zabawną sytuację z West Point. Kiedy szedłem przez naszą bazę w mundurze, kolega całkowicie niechcący wybrudził mnie. Kilka metrów dalej podszedł do mnie wyższy stopniem żołnierz, który z wielkim oburzeniem zareagował na mój brudny mundur. Choć pytał jak to możliwe, nie powiedziałem mu dlaczego jestem brudny. Zależy mi na tym, aby zawodnicy stanowili jedność i nie bali się brać na siebie odpowiedzialności za wiele rzeczy. Wracając do tej historii to właśnie po niej otrzymałem nowy pseudonim. Kiedy przedstawiłem się temu wyższemu stopniem zareagował on wielkim śmiechem i od tamtej pory nazywałem się „Mr. Alfabet”. Nazwisko Krzyżewski do dziś jest nie do pokonania przez wielu ludzi w Stanach Zjednoczonych – z uśmiechem na twarzy wspomina dawne czasy Coach K.

Coach K nie jest sam

Choć o wszystkich drużynach prowadzonych przez Krzyżewskiego mówi się „drużyny Coacha K” to warto wspomnieć, iż trener z polskim pochodzeniem otacza się profesjonalnymi ludźmi, dzięki którym jego program odnosi sukcesy. To nie jest tak, że ja pracuje sam. Nie możecie mówić, że to ja jedyny szkolę tych ludzi. Zatrudniamy sześciu asystentów w Duke. Trzech typowo koszykarskich trenerów, którzy wraz ze mną odpowiadają za sportowy proces szkolenia. Zazwyczaj staram się, aby byli to moi byli zawodnicy. Kolejne osoby to dyrektor sportowy, czyli kierownik drużyny odpowiedzialny za logistykę, sprzęt i wiele innych. Jest też osoba odpowiedzialna za naukę, czyli asystent, który odpowiada za to, aby każdy z moich graczy ukończył szkołę. To on mnie informuje o ocenach i ewentualnych problemach. Ostatni z sześciu asystentów to mój osobisty asystent, który ułatwia mi funkcjonowanie w Duke – wymienia swój sztab dumny Krzyżewski.

Nigdy nie podejmuję żadnej decyzji bez wcześniejszej konsultacji z moimi asystentami. Stały kontakt z nimi sprawia, że oni uczą się od mojej osoby, ale i ja uczę się od nich – kończy.

Każdy jest inny

Krzyżewski wychodzi z założenia, że każdy sezon to oddzielna podróż, a na świecie nie ma dwóch identycznych ludzi. Dlatego uważa, że trenerzy koszykówki każdą ekipę powinni trenować inaczej. Do każdego zawodnika trzeba podchodzić inaczej, każdy koszykarski schemat trzeba dopracować pod kątem koszykarzy, a nie koszykarzy pod kątem schematu. Mając odpowiednie podejście do każdego zawodnika masz pewność, że między wami pojawi się wzajemne zaufanie, które potem procentować będzie na parkiecie. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek mój zawodnik nie ufał mi. To samo dotyczy relacji z moimi asystentami. Jesteśmy rodziną i jeśli ktoś jest w potrzebie, zawsze może liczyć na pomoc członka naszej niebieskiej rodziny – śmieje się Krzyżewski.

Nie każda porażka jest porażką

Czy drużyna, która przegrała mecz, jednak po zaciętej i wspaniałej walce jest drużyną przegraną? Nigdy w życiu! Wiesz dlaczego? Bo jeśli próbujesz czegoś ze wszystkich sił i jesteś w stanie powiedzieć, że zrobiłeś wszystko, ale Ci się nie udało to i tak dla mnie jesteś zwycięzcą. Każdemu zdarzają się też mecze, że coś nie wychodzi, jest problem z motywacją i przegrywa się takie mecze. Każdego to spotyka i nie jest to nic strasznego. Taka porażka może okazać się zwycięstwem, jeśli cała drużyna zaraz po niej wyciągnie wnioski. Pamiętaj także jako młody trener, że nawet jak wygrasz mecz to nie możesz być do końca zadowolony. Zawsze powinno być coś co powinieneś przekazać swoim podopiecznym – poucza.

Proces nauczania

Krzyżewski uważa, że najsłabszy zawodnik tak naprawdę stanowi o sile zespołu. Dlatego na treningach w Duke nie ma możliwości, aby jakiś koszykarz nie zrealizował planu treningowego i założeń na dany dzień. Wychodzę z prostego założenia. Słyszysz – zapominasz, widzisz – pamiętasz, robisz – rozumiesz i potrafisz. Na treningu każdy musi kilka razy zrobić to, czego od niego oczekuję. Nie ma możliwości, aby ktoś coś odkładał na później. Jeśli chcesz zrobić coś jutro, to zrób to dzisiaj i już będziesz krok do przodu – twierdzi.

Mike Krzyżewski ceni pracę z pasją, poświęceniem i oddaniem. Pracę z ludźmi, którzy poświęcają się temu co robią w stu procentach i robią dosłownie wszystko, aby osiągnąć cel. To właśnie ten proces ciężkiej pracy – a nie medale czy tytuły – Krzyżewski nazywa sukcesem…

Uporządkowany chaos

Istnieje szerokie grono ludzi, którzy patrzą na koszykówkę z przymrużeniem oka. Uważają, że to gra chaotyczna, pozbawiona sensu i nudna. Jest to dyscyplina na tyle specyficzna, że dzieli ludzi na dwie grupy: tych, którzy ją kochają oraz tych, którzy jej nienawidzą. Mike Krzyżewski właśnie w tym wielkim chaosie dostrzega piękno koszykówki.

– Mam przyjaciela, który w żaden sposób nie jest związany z koszykówką. Uważa ją za grę dla głupków. Jestem innego zdania. Moim zdaniem koszykówka to zorganizowany i uporządkowany chaos. Kiedy oddajesz rzut, nagle stajesz się obrońcą. Jeśli przechwycisz piłkę, Twoja rola się zmienia i znowu atakujesz. Podczas każdego spotkania dochodzi do kilkuset zmian posiadania piłki – mówi Krzyżewski.

Krzyżewski jest nie tylko dobrym trenerem, ale także świetnym przedsiębiorcą. Wydał sporo książek, które przez długi okres zajmowały wysokie miejsca na listach najpopularniejszych publikacji. Dzięki temu Coach K nie boi porównywać koszykówki do biznesu.

– Postrzegam siebie jako lidera, który stał się trenerem koszykówki. A koszykówka jest bardzo podobna do biznesu. Możesz mieć przed meczem świetny plan, możesz być super przygotowany, jednak jeśli w zły sposób będziesz reagował na zmiany zachodzące podczas meczu to przegrasz. Po tym odróżniamy wybitnych trenerów – potrafią się przystosować i stawić czoła problemom w trakcie gry. Podobnie jest w biznesie – musisz nauczyć się reagować na to, co się wokół Ciebie dzieje. I musisz reagować poprawnie! – tłumaczy.

– Trenerzy czasami chcą zaskoczyć rywala grając agresywnie w obronie, naciskając na całym boisku. Staram się wychowywać moich zawodników tak, aby byli w stanie podołać zadaniu w takich okolicznościach. Umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach przyda się im także w życiu – kończy.

Wsiadasz do naszego pociągu?

Nie ma zawodnika, który nie nabijał się ze swojego trenera. Nie ma trenera, z którego zawodnicy nie śmiali się za plecami. Krzyżewski zdaje sobie sprawę, że zawodnicy często żartują z jego czasami „starodawnych” odzywek lub nieznajomości nowoczesnej techniki. Popularny „Mick” z dumą opowiada o jednym powiedzeniu, które stosuje przez całą swoją karierę.

– Ciągle mówię o pociągu. Chłopaki, którzy grali kiedyś u mnie i rozmawiają z obecnymi graczami pytają czy on ciągle mówi o tym swoim pociągu? Zawsze kiedy mówię o tym w szatni to widzę ich skrywane uśmiechy lub dyskretne, porozumiewawcze spojrzenia – opowiada roześmiany Krzyżewski.

– Wcześniej powiedziałem, że każdy sezon jest podróżą. A wszyscy podróżujemy właśnie tym pociągiem, o którym mówię. Mam tu na myśli zawodników, trenerów, działaczy i kibiców. Dosłownie wszystkich, którzy skupiają się wokół organizacji Duke. Będąc na pokładzie naszego pociągu angażujesz się emocjonalnie w to co tutaj robimy. Poświęcasz się, jesteś z nami i dajesz z siebie po prostu wszystko! Stanowisz naszą rodzinę! Bardzo często podczas kryzysu pytam zawodników czy ciągle są na pokładzie naszego pociągu, ponieważ on jedzie dalej. Nie zatrzymuje się i mknie ku sukcesowi, którego wszyscy oczekują – tym razem z poważną miną tłumaczy Coach K.

– Pamiętam jak Christian Laettner do przerwy miał siedem strat i pięć punktów. Podawał częściej do przeciwnika, niż do kolegów swojej drużyny. Właśnie wtedy zapytałem go o to i do dziś zapamiętam jego reakcję. Nie zdradzę co powiedział, ale poprowadził nas potem do zwycięstwa bez żadnej kolejnej straty w trzeciej i czwartej kwarcie.

Pokaż im to, czego oczekują

Zastanawialiście się kiedyś głębiej nad zachowaniem trenerów? Tak naprawdę zachowanie większości z nich jest zaplanowane, a wielkie wybuchy agresji czasami są fenomenalną grą aktorską.

-Przed każdym meczem wchodzę do szatni i zapewniam moich graczy, że czeka nas świetny mecz, w którym zagramy dobrze. Moja pewność siebie udziela się im na boisku i jestem z tego dumny. Przyznam Ci, że czasami kiedy schodzą na ławkę w przegranym już meczu, to bardzo często robię wszystko, aby pokazać im, że wierzę w wygraną nawet jeśli nie mamy już na nią zbyt wielkich szans. Trenerzy, którzy pod koniec meczu siadają na ławkę, zakładają nogę na nogę nie powinni pracować z młodzieżą – mówi Krzyzewski.

Dziel się z innymi

– Nie rozumiem trenerów, którzy nie dzielą się wiedzą z innymi. Jestem zdania, że każdy trener jest w stanie nauczyć się czegoś od innego trenera. Bez znaczenia jest poziom, na którym ludzie pracują. Ja jako trener Duke i USA na pewno nauczyłbym się czegoś od trenerów pracujących z młodzieżą na świecie, nawet w Polsce. Dlatego uważam, że swoimi doświadczeniami należy dzielić się z innymi, ponieważ taki proces ulepsza także Twój warsztat. Dlatego jestem pomysłodawcą wielu trenerskich klinik i napisałem wiele książek o trenowaniu koszykówki. Na pewno widziałeś także DVD, których jestem autorem. Chciałbym zaznaczyć także, że na moje kliniki trenerskie zapraszam nie tylko profesjonalnych trenerów, ale także zwykłych kibiców, których obecność na trybunach uświadamia mnie, że to co robię jest naprawdę dobre – kończy Mike Krzyżewski.

Przyznaj się do błędów w szatni

Trener Mike Krzyżewski uchodzi za jednego z najlepszych szkoleniowców jeśli chodzi o pracę z młodzieżą, jednak mimo swojego wielkiego autorytetu utrzymuje świetne stosunki ze swoimi graczami. Krzyżewski ma świadomość, iż nie zawsze decyzje przez niego podejmowane są dobre i wyznaje zasadę, która mówi, aby każdego było stać na przyznanie się do własnych błędów.

– Mam zwyczaj nagrywania ważniejszych treningów i oglądania ich wieczorem w domu. Pamiętam, że kiedyś spotkałem się z sytuacją, gdzie ustawiłem jednego z zawodników na danej pozycji i nakazałem mu jakieś zachowanie podczas zagrywki. Podczas treningu nie wychodziło to najlepiej, ale dopiero wieczorem sobie uświadomiłem, że to była błędna koncepcja. Kolejnego dnia podszedłem do niego i powiedziałem mu, że przepraszam go, ale wczorajsza rzecz, którą mu nakazałem była błędna. W jego oczach zobaczyłem wielkie zdziwienie. Wielu trenerów nie czuje potrzeby tłumaczenia się swoim podopiecznym. Mi to nie przeszkadza – zdradza Krzyżewski.

Błędy popełnia się nie tylko podczas treningu, ale także wtedy, kiedy stres i presja czasami przerasta rutynę trenera. Coach K twierdzi, iż podczas spotkania czasami też trzeba przeprosić swoich zawodników za pomyłki i naprowadzić ich na dobrą drogę.
– Pamiętam jeden mecz, w którym kompletnie zmieniłem taktykę w czasie przerwy. To, co ustaliłem podczas przedmeczowych odpraw kompletnie nie działało, my graliśmy fatalnie, a najlepsi zawodnicy byli bezradni w ataku. Wszedłem do szatni i powiedziałem następujące słowa: ‘Wiem, że to co mówiłem Wam przed tym meczem było kompletnie błędne. Byłem idiotą. Przegrywamy, ponieważ źle przygotowałem Was taktyczne do tego meczu. Chciałbym, żebyście teraz wszyscy spojrzeli na mnie, nie jestem już idiotą.’ Wtedy zmieniliśmy nieco nastawienie i druga połowa była znacznie lepsza. Przegraliśmy po dogrywce, jednak uważam ten mecz za wygrany, ponieważ wyciągnęliśmy wnioski jeszcze przed jego zakończeniem – powiedział Coach K.

Szanuj media

Choć w Polsce koszykówka młodzieżowa nie cieszy się kompletnie żadnym zainteresowaniem mediów to w Stanach Zjednoczonych gracze takich drużyn jak Duke muszą nauczyć się funkcjonować w blasku kamer. Liga NCAA cieszy się wielkim zainteresowaniem, dlatego Krzyżewski uważa, iż już od początku gry dla Duke każdy musi nauczyć się współpracować z dziennikarzami.

– Po każdym meczu każdy z zawodników w szatni ma przed sobą od pięciu do dwudziestu mikrofonów. Nie ma takiego innego miejsca na świecie, gdzie młodzi ludzie mogą nauczyć się współpracować z mediami. Poświęcamy dużo czasu, aby nauczyć koszykarzy tego trudnego fachu. Oczywiście nie mówimy im, co mają mówić, ale namawiamy ich do mówienia przede wszystkim prawdy, ponieważ kłamstwo bardzo szybko wyjdzie na jaw – wyjaśnia.
– Oczywiście każdy wie, iż nie może zdradzać tajemnic drużyny oraz szczegółów naszej taktyki, czy też innych sytuacji, które wyjaśniamy w szatni za zamkniętymi drzwiami. Ważne, aby zawodnicy odpowiadali na każde pytanie, szanowali dziennikarzy oraz starali się z nimi utrzymywać pozytywne relacje. To doskonała szkoła przed NBA, bowiem tam czasami jedno źle wypowiedziane zdanie może Cię kosztować sporo pieniędzy albo nawet zmianę sytuacji w Twojej drużynie – kończy.

Baw się tym co robisz

Choć koszykarze grający w NCAA to już prawie profesjonaliści, bowiem za swoją grę otrzymują darmowe stypendia oraz spędzają prawie sześć godzin dziennie na treningach, to Krzyżewski dba o to, aby bawili się tym co robią. – Jeśli jesteś koszykarzem i chcesz być najlepszy to musisz czerpać przyjemność z gry. Jeśli to tylko zawód to nie masz czego u nas szukać – mówi Coach K.

– Pamiętam mecz, w którym na cztery sekundy przed końcem przerwaliśmy 61:63 a Quin Snyder stracił piłkę. Każdy zawodnik w takim momencie oczekuje od swojego trenera pełnego planu wydarzeń krok po kroku podczas przerwy na żądanie. Ja zaryzykowałem. Powiedziałem następujące słowa, które pamiętam do dzisiaj: ‘Panowie, jedyne czego od Was teraz chcę to żebyście usiedli, poczuli ten moment. Posłuchali bicia Waszych serc, poczuli entuzjazm. Czy to nie jest wspaniałe? Właśnie ta chwila, te emocje. Chcę, żebyście zapamiętali tą chwilę a później wyszli na boisko i dali z siebie wszystko.’ Zgadniesz co się stało? Quin, który stracił wcześniej piłkę zaraz po czasie ją przechwycił i momentalnie został faulowany. Trafił dwa wolne i doprowadził do dogrywki. Potem drużyna była tak uskrzydlona, że w dogrywce rywal nie miał kompletnie nic do powiedzenia – opowiada z uśmiechem na ustach popularny „Mick”.

Plan na resztę wakacji

Do końca wakacji zostały jeszcze dwa tygodnie.  Spędzacie ten czas na Orlikach i innych boiskach. Często jest tak, że młodzi playerzy marnują tam czas. Dlatego specjalnie dla moich Campersów i czytelników bloga – wrzucam przydatne ćwiczenia, które możecie wykonać bez trenera. Czasem przyda się po prostu odpowiedni partner do ćwiczeń. Namówicie kumpla z drużyny i do boju!

Ćwiczenia na kozioł:

Doskonałe ćwiczenia z piłką



 

RZUTY:



 

Szukaj nowych rozwiązań! Będziesz mistrzem!

Ten film nie wymaga wprowadzenie. Poświęć 2 minuty i zobacz. Szukaj nowych rozwiązań w każdej dziedzinie swojego życia – BĘDZIESZ MISTRZEM!