Koniec wakacji? Trenuj ze mną w ferie zimowe!

logo-prop_fb

Choć do ferii zimowych jeszcze sporo czasu to już teraz wystartowała rekrutacja na mój BASKET CAMP w Wałczu! Wejdź na NASZĄ STRONĘ i zapoznaj się z ofertą! Do 30.09 naprawdę promocyjna cena!

Poznaj filozofię złotego medalisty z RIO!

coachkCoach Krzyżewski wczoraj wygrał ze swoją drużyną złoto! Nie może być lepszej okazji do przypomnienia jego filozofii, z którą mocno zżyty jestem od 2008 roku! Cały tekst powstał właśnie wtedy, jednak do dziś jest jak najbardziej aktualny i chętnie do niego wracam!

Od 2001 roku członek „Basketball Hall of Fame”, który jest inspiracją dla wielu młodych trenerów i koszykarzy. Posiadający polskie korzenie Michael William „Mike” Krzyżewski to człowiek, którego przyjemnie się słucha…

Mike Krzyżewski to specyficzna osoba. Choć uważany jest za wielką gwiazdę koszykówki sprawia wrażenie najnormalniejszego w świecie trenera, dla którego ten zawód to powołanie i pasja. Przeprowadzenie wywiadu z tym człowiekiem to zwykła strata czasu, bowiem zadając pytanie znacznie ograniczasz tematykę odpowiedzi. Mnie – jako młodego trenera – bardzo interesowały pierwsze trenerskie kroki najpopularniejszego człowieka z polskim nazwiskiem w USA.

Trener z rozkazu

– To miało miejsce w 1969 roku zaraz po tym jak ukończyłem West Point. Trafiłem do Fort Carson w Colorado. W wolnych chwilach grałem tam z różnymi ludźmi w koszykówkę, jednak mój pułkownik wezwał mnie i stwierdził, że nie powinienem brać w tym udziału. Powiedział, że żaden żołnierz jego oddziału nie będzie marnował czasu na bezsensowne granie w koszykówkę. Kilka dni później zadzwonił do mnie Bernard Rogers, nowy przywódca dywizji. Wiedział o mojej koszykarskiej przeszłości na West Point i zapytał dlaczego nie mamy drużyny koszykówki w Fort Carson. Kiedy powiedziałem mu o decyzji pułkownika, ten szybko skontaktował się z nim i nie tylko rozkazał stworzyć drużynę koszykówki w naszej jednostce, ale mianował mnie grającym trenerem. Tak właśnie pierwszy raz oficjalnie zostałem trenerem koszykówki – powiedział z wielkim uśmiechem Mike Krzyżewski.

Syn swoich rodziców

Mike Krzyżewski dorastał w polskiej dzielnicy wychowywany przez dwoje polskich emigrantów. Jego matka, Emily, była pomocą domową oraz sprzątaczką w Chicago Atlethic Club. Ojciec William pracował jako operator windy w Chicago. Trudna sytuacja materialna rodziny Krzyżewskich sprawiła, że pracujący całe dni rodzice bardzo rzadko mieli czas na normalne życie rodzinne. Mimo wszystko Krzyżewski nie ukrywa, że jego matka zawsze miała dla niego chwilę. – Moja mama zawsze miała dla mnie czas, kiedy jej potrzebowałem. Nie ukrywam tego, byliśmy biedni. Moja mama miała tylko dwie wyjściowe suknie, podejmowała się wielu prac dorywczych, aby zapewnić nam wykształcenie. Teraz z biegiem czasu śmiało mogę stwierdzić, iż ja i mój brat Bill byliśmy szczęściarzami. Nasi rodzice nie mieli nic, jednak mieli wszystko. Mieli w sobie dużo miłości, której nigdy nie brakowało w naszym domu – wspomina.

– Mnóstwo rzeczy, których nauczyłem się od mojej mamy stosuję teraz w mojej pracy. Staram się zawsze namawiać moich zawodników, aby nie bali się porażki i zawsze podejmowali próbę, a wtedy na pewno odniosą upragniony sukces. Tak naprawdę to właśnie rodzice wybrali drogę, którą podążyłem. Pamiętam sytuację, kiedy ojciec z matką rozmawiali w domu po polsku. Robili tak zawsze, kiedy nie chcieli, abyśmy z bratem zrozumieli o czym rozmawiają. Z tej dyskusji zrozumiałem tylko trzy słowa: Mike, West Point i głupi. Po tej dyskusji rodzice powiedzieli mi, że pójdę do West Point. Choć na początku stanowczo protestowałem to ostatecznie uległem, bowiem wiedziałem, że rodzice robią to, abym zdobył odpowiednie wykształcenie. Było to najlepsze rozwiązanie zwłaszcza z uwagi na to, że nie mieliśmy pieniędzy na lepsze uczelnie – tłumaczy Coach K.

– Pewnego dnia moja mama zapytała mnie jak to możliwe, że teraz jestem trenerem Duke, a moja twarz dosyć często pojawia się w telewizorze. Powiedziałem jej, że wszystko zawdzięczam właśnie jej i temu, kogo ze mnie zrobiła. Zobaczyłem tylko jej uśmiech i usłyszałem słowa, które tak często do mnie wypowiadała: „Mike! C’mon”! Kilka tygodni po jej śmierci otrzymałem paczkę od mojego brata. To co zobaczyłem dosłownie zwaliło mnie z nóg. Był to ogromny album z odręcznie opisanymi moimi meczami, w których występowałem zarówno jako trener oraz zawodnik. Były tam zdjęcia, wycinki z gazet, dokładny wynik każdego spotkania. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie, że za czasów mojej młodości często bywało tak, że moja mama była na moich meczach, a ja nawet wtedy tego nie wiedziałem – opowiada Krzyżewski.

Właśnie ta historia wyjawia rytuał, jaki wypełnia Mike Krzyżewski przed każdym meczem drużyny, którą prowadzi. – Wiesz co jeszcze było w tej paczce? Jej różaniec. Od tamtej chwili przed każdym meczem wkładam go do kieszeni i wtedy, kiedy stoję sam podczas rozgrzewki mojej drużyny rozmyślam i modlę się. Modlę się za moją matkę i proszę Boga, aby był ze mną w najtrudniejszych chwilach –mówi trener.

Wielki mentor

Praca z młodzieżą to specyficzna praca. Trener młodzieżowy musi mieć inne podejście do swoich podopiecznych, a Krzyżewski jest mistrzem tej mentalnej gry, która sprawia, iż doskonale zna on swoich zawodników nie tylko od strony koszykarskiej. Podczas rekrutacji Krzyżewski osobiście odwiedza swoich przyszłych zawodników w ich rodzinnych domach i rozmawia z nimi oraz ich rodzicami o przyszłości. – Za każdym razem mam im do powiedzenia fajną kwestię: Zamierzam dać z siebie wszystko. Dam wam 100 procent siebie. W zamian za to oczekuję, iż ukończycie szkołę. Oczekuję, że zasilicie Duke nie tylko z koszykarskich powodów. Jeśli tego nie rozumiecie, nie przychodźcie do Duke. Chcę, żeby Waszym życiem była koszykówka, ale zależy mi także na tym, aby każdy z Was opuścił mury tej szkoły wykształcon – zdradza metody swojej pracy.

– Bardzo ważne jest, aby każdy zawodnik myślał o swojej drużynie jak o jedności. „Moje” zamieńmy w „nasze”, „ja” w „my”. Nie zależy mi na tym, aby ktoś mówił, że to drużyna Krzyżewskiego. To nasza drużyna. I ważne jest, aby mówili tak nie tylko koszykarze, ale też wszyscy fani Duke czy reprezentacji – dodaje.

Krzyżewski jest też wielkim przeciwnikiem pisania kontraktów czy też kodeksów, które mają zapewnić porządek w drużynie. – Zbyt wielka ilość zasad, których trzeba przestrzegać rujnuje relacje na linii trener – zawodnik. Na początku sezonu informuję naszą drużynę, że panuje u nas tylko jedna zasada: Nie rób tego co w Twoim mniemaniu jest nieodpowiednie. I to się sprawdza! – zauważa.

Mike Krzyżewski to przede wszystkim nauczyciel, a następnie trener. Śmiało mogę powiedzieć, że człowiek sukcesu w tych dwóch dziedzinach. Jeśli doliczyć do tego szeroką działalność charytatywną oraz angażowanie się w szkolenie młodzieży – trudno powiedzieć cokolwiek negatywnego na temat jego osoby.

W kolejnym tekście na temat Krzyżewskiego przeczytacie więcej na temat jego filozofii koszykówki oraz poznacie kilka niepublikowanych historii, w których główne role odgrywają doskonale znani polskiej publiczności koszykarze.

Psycholog z zamiłowania

Trener Mike Krzyżewski nie ukrywa, iż wielką rolę w jego warsztacie odgrywa psychologia. Zajmuje się on nie tylko kształtowaniem koszykarskich umiejętności swoich podopiecznych, ale także dba o ich rozwój intelektualny oraz rozwój mentalny. Te wszystkie czynniki mają właśnie być podstawą do wyszkolenia świetnych koszykarzy.
Każdego roku tuż przed rozpoczęciem przygotowań do sezonu wchodzę do sali, w której przebywają wszyscy koszykarze mojej drużyny. Choć przychodząc do Duke posiadają oni wielkie umiejętności koszykarskie i niezmierzone pokłady talentu to tak naprawdę stanowią oni tylko garstkę znakomitych indywidualności, z których zawsze chcę stworzyć stabilną drużynę – mówi Krzyżewski.
Moim celem podczas przygotowań do sezonu jest poznanie moich zawodników pod względem koszykarskim i prywatnym. Skupiam się nad tym, aby poznać każdego tak dobrze, jak tylko mogę. Zapraszam zawodników do swojego domu na obiad, bardzo często zdarza się, że odbywam z nimi rozmowy w cztery oczy podczas prostego wyjścia do restauracji. Poznawanie osobowości tych ludzi pomaga mi potem robić z nich lepszych koszykarzy.

Coach K jest zdania, że każda drużyna powinna posiadać w swoich szeregach zawodnika, który dzięki swojemu entuzjastycznemu podejściu do koszykówki będzie prawdziwym sercem zespołu i pociągnie ją w górę w najtrudniejszych momentach. Jako lider tych chłopaków muszę znaleźć serce drużyny, ponieważ taka osoba jest potrzebna, aby każdy przebywający z nią na parkiecie był lepszym graczem – mówi trener.

Twarde zasady

Choć Mike Krzyżewski sprawia wrażenie szalenie miłego i otwartego człowieka dla wszystkich, to w jego zespołach panują żelazne zasady, których trzymać się musi każdy zawodnik. Tak jak mówiłem wcześniej – szkoła jest najważniejsza. Osobiście angażuję się w to, aby moi koszykarze nie byli odseparowani od pozostałych studentów, dlatego kategorycznie zabroniłem umieszczać ich w sportowych akademikach. Moi koszykarze mieszkają wraz z innymi studentami właśnie po to, aby oprócz sportu mieli okazję uczestniczyć w normalnym życiu uczelni. Tak naprawdę to trochę Cię oszukałem, bo głównym powodem jest to, że mogą się uczyć z pozostałymi i przy tym mam gwarancję, że nie zapomną, po co tak naprawdę przyszli do Duke – mówi rozbawiony „Mick” (pseudonim z dzieciństwa – przyp. red.)

Trener Blue Devils nie zapomniał oczywiście o kontroli swoich podopiecznych. Krzyżewski otrzymuje cotygodniowe sprawozdania na temat postępów w nauce swoich graczy, włączając w to obecność na zajęciach, która odgrywa dla niego bardzo ważną rolę w edukacji.
Na naszych pierwszych spotkaniach zapewniam ich, że nie warto ukrywać żadnych swoich problemów. Mówienie o naszych problemach może tylko i wyłącznie doprowadzić do ich rozwiązania. Bardzo denerwuje mnie, kiedy zawodnicy przychodzą na spotkania lub trening spóźnieni. W moich drużynach panuje zasada, że jeśli jeden zawodnik się spóźni, wszyscy jesteśmy spóźnieni i ponosimy tego konsekwencje. Tak samo jest na parkiecie, ponieważ zawsze wygrywamy i przegrywamy razem. Jeśli ktoś popełni błąd w obronie, wszyscy go popełniliśmy. Jeśli ktoś zdobywa punkty, to przecież jest to zasługa dosłownie wszystkich. Koszykówka to gra zespołowa, dlatego zespołowość w tej dziedzinie jest potrzebna także poza parkietem – tłumaczy.

Krzyżewski w swoich wywodach lubi powracać do czasów szkolnych, kiedy jako student West Point kształtował swoją nieprzeciętną osobowość.Oczywiście nie zdradzę wszystkich tajników funkcjonowania naszego zespołu. Choć wcześniej mówiłem Ci, że zbyt wielka ilość zasad psuje relacje trenera z zawodnikami, to tak zwany niepisany kodeks moralny jest potrzebny. Ja na nich tego nie wymuszam, a raczej daje im lekko do zrozumienia, a resztę pracy oni wykonują sami w swoich głowach. Pamiętam zabawną sytuację z West Point. Kiedy szedłem przez naszą bazę w mundurze, kolega całkowicie niechcący wybrudził mnie. Kilka metrów dalej podszedł do mnie wyższy stopniem żołnierz, który z wielkim oburzeniem zareagował na mój brudny mundur. Choć pytał jak to możliwe, nie powiedziałem mu dlaczego jestem brudny. Zależy mi na tym, aby zawodnicy stanowili jedność i nie bali się brać na siebie odpowiedzialności za wiele rzeczy. Wracając do tej historii to właśnie po niej otrzymałem nowy pseudonim. Kiedy przedstawiłem się temu wyższemu stopniem zareagował on wielkim śmiechem i od tamtej pory nazywałem się „Mr. Alfabet”. Nazwisko Krzyżewski do dziś jest nie do pokonania przez wielu ludzi w Stanach Zjednoczonych – z uśmiechem na twarzy wspomina dawne czasy Coach K.

Coach K nie jest sam

Choć o wszystkich drużynach prowadzonych przez Krzyżewskiego mówi się „drużyny Coacha K” to warto wspomnieć, iż trener z polskim pochodzeniem otacza się profesjonalnymi ludźmi, dzięki którym jego program odnosi sukcesy. To nie jest tak, że ja pracuje sam. Nie możecie mówić, że to ja jedyny szkolę tych ludzi. Zatrudniamy sześciu asystentów w Duke. Trzech typowo koszykarskich trenerów, którzy wraz ze mną odpowiadają za sportowy proces szkolenia. Zazwyczaj staram się, aby byli to moi byli zawodnicy. Kolejne osoby to dyrektor sportowy, czyli kierownik drużyny odpowiedzialny za logistykę, sprzęt i wiele innych. Jest też osoba odpowiedzialna za naukę, czyli asystent, który odpowiada za to, aby każdy z moich graczy ukończył szkołę. To on mnie informuje o ocenach i ewentualnych problemach. Ostatni z sześciu asystentów to mój osobisty asystent, który ułatwia mi funkcjonowanie w Duke – wymienia swój sztab dumny Krzyżewski.

Nigdy nie podejmuję żadnej decyzji bez wcześniejszej konsultacji z moimi asystentami. Stały kontakt z nimi sprawia, że oni uczą się od mojej osoby, ale i ja uczę się od nich – kończy.

Każdy jest inny

Krzyżewski wychodzi z założenia, że każdy sezon to oddzielna podróż, a na świecie nie ma dwóch identycznych ludzi. Dlatego uważa, że trenerzy koszykówki każdą ekipę powinni trenować inaczej. Do każdego zawodnika trzeba podchodzić inaczej, każdy koszykarski schemat trzeba dopracować pod kątem koszykarzy, a nie koszykarzy pod kątem schematu. Mając odpowiednie podejście do każdego zawodnika masz pewność, że między wami pojawi się wzajemne zaufanie, które potem procentować będzie na parkiecie. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek mój zawodnik nie ufał mi. To samo dotyczy relacji z moimi asystentami. Jesteśmy rodziną i jeśli ktoś jest w potrzebie, zawsze może liczyć na pomoc członka naszej niebieskiej rodziny – śmieje się Krzyżewski.

Nie każda porażka jest porażką

Czy drużyna, która przegrała mecz, jednak po zaciętej i wspaniałej walce jest drużyną przegraną? Nigdy w życiu! Wiesz dlaczego? Bo jeśli próbujesz czegoś ze wszystkich sił i jesteś w stanie powiedzieć, że zrobiłeś wszystko, ale Ci się nie udało to i tak dla mnie jesteś zwycięzcą. Każdemu zdarzają się też mecze, że coś nie wychodzi, jest problem z motywacją i przegrywa się takie mecze. Każdego to spotyka i nie jest to nic strasznego. Taka porażka może okazać się zwycięstwem, jeśli cała drużyna zaraz po niej wyciągnie wnioski. Pamiętaj także jako młody trener, że nawet jak wygrasz mecz to nie możesz być do końca zadowolony. Zawsze powinno być coś co powinieneś przekazać swoim podopiecznym – poucza.

Proces nauczania

Krzyżewski uważa, że najsłabszy zawodnik tak naprawdę stanowi o sile zespołu. Dlatego na treningach w Duke nie ma możliwości, aby jakiś koszykarz nie zrealizował planu treningowego i założeń na dany dzień. Wychodzę z prostego założenia. Słyszysz – zapominasz, widzisz – pamiętasz, robisz – rozumiesz i potrafisz. Na treningu każdy musi kilka razy zrobić to, czego od niego oczekuję. Nie ma możliwości, aby ktoś coś odkładał na później. Jeśli chcesz zrobić coś jutro, to zrób to dzisiaj i już będziesz krok do przodu – twierdzi.

Mike Krzyżewski ceni pracę z pasją, poświęceniem i oddaniem. Pracę z ludźmi, którzy poświęcają się temu co robią w stu procentach i robią dosłownie wszystko, aby osiągnąć cel. To właśnie ten proces ciężkiej pracy – a nie medale czy tytuły – Krzyżewski nazywa sukcesem…

Uporządkowany chaos

Istnieje szerokie grono ludzi, którzy patrzą na koszykówkę z przymrużeniem oka. Uważają, że to gra chaotyczna, pozbawiona sensu i nudna. Jest to dyscyplina na tyle specyficzna, że dzieli ludzi na dwie grupy: tych, którzy ją kochają oraz tych, którzy jej nienawidzą. Mike Krzyżewski właśnie w tym wielkim chaosie dostrzega piękno koszykówki.

– Mam przyjaciela, który w żaden sposób nie jest związany z koszykówką. Uważa ją za grę dla głupków. Jestem innego zdania. Moim zdaniem koszykówka to zorganizowany i uporządkowany chaos. Kiedy oddajesz rzut, nagle stajesz się obrońcą. Jeśli przechwycisz piłkę, Twoja rola się zmienia i znowu atakujesz. Podczas każdego spotkania dochodzi do kilkuset zmian posiadania piłki – mówi Krzyżewski.

Krzyżewski jest nie tylko dobrym trenerem, ale także świetnym przedsiębiorcą. Wydał sporo książek, które przez długi okres zajmowały wysokie miejsca na listach najpopularniejszych publikacji. Dzięki temu Coach K nie boi porównywać koszykówki do biznesu.

– Postrzegam siebie jako lidera, który stał się trenerem koszykówki. A koszykówka jest bardzo podobna do biznesu. Możesz mieć przed meczem świetny plan, możesz być super przygotowany, jednak jeśli w zły sposób będziesz reagował na zmiany zachodzące podczas meczu to przegrasz. Po tym odróżniamy wybitnych trenerów – potrafią się przystosować i stawić czoła problemom w trakcie gry. Podobnie jest w biznesie – musisz nauczyć się reagować na to, co się wokół Ciebie dzieje. I musisz reagować poprawnie! – tłumaczy.

– Trenerzy czasami chcą zaskoczyć rywala grając agresywnie w obronie, naciskając na całym boisku. Staram się wychowywać moich zawodników tak, aby byli w stanie podołać zadaniu w takich okolicznościach. Umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach przyda się im także w życiu – kończy.

Wsiadasz do naszego pociągu?

Nie ma zawodnika, który nie nabijał się ze swojego trenera. Nie ma trenera, z którego zawodnicy nie śmiali się za plecami. Krzyżewski zdaje sobie sprawę, że zawodnicy często żartują z jego czasami „starodawnych” odzywek lub nieznajomości nowoczesnej techniki. Popularny „Mick” z dumą opowiada o jednym powiedzeniu, które stosuje przez całą swoją karierę.

– Ciągle mówię o pociągu. Chłopaki, którzy grali kiedyś u mnie i rozmawiają z obecnymi graczami pytają czy on ciągle mówi o tym swoim pociągu? Zawsze kiedy mówię o tym w szatni to widzę ich skrywane uśmiechy lub dyskretne, porozumiewawcze spojrzenia – opowiada roześmiany Krzyżewski.

– Wcześniej powiedziałem, że każdy sezon jest podróżą. A wszyscy podróżujemy właśnie tym pociągiem, o którym mówię. Mam tu na myśli zawodników, trenerów, działaczy i kibiców. Dosłownie wszystkich, którzy skupiają się wokół organizacji Duke. Będąc na pokładzie naszego pociągu angażujesz się emocjonalnie w to co tutaj robimy. Poświęcasz się, jesteś z nami i dajesz z siebie po prostu wszystko! Stanowisz naszą rodzinę! Bardzo często podczas kryzysu pytam zawodników czy ciągle są na pokładzie naszego pociągu, ponieważ on jedzie dalej. Nie zatrzymuje się i mknie ku sukcesowi, którego wszyscy oczekują – tym razem z poważną miną tłumaczy Coach K.

– Pamiętam jak Christian Laettner do przerwy miał siedem strat i pięć punktów. Podawał częściej do przeciwnika, niż do kolegów swojej drużyny. Właśnie wtedy zapytałem go o to i do dziś zapamiętam jego reakcję. Nie zdradzę co powiedział, ale poprowadził nas potem do zwycięstwa bez żadnej kolejnej straty w trzeciej i czwartej kwarcie.

Pokaż im to, czego oczekują

Zastanawialiście się kiedyś głębiej nad zachowaniem trenerów? Tak naprawdę zachowanie większości z nich jest zaplanowane, a wielkie wybuchy agresji czasami są fenomenalną grą aktorską.

-Przed każdym meczem wchodzę do szatni i zapewniam moich graczy, że czeka nas świetny mecz, w którym zagramy dobrze. Moja pewność siebie udziela się im na boisku i jestem z tego dumny. Przyznam Ci, że czasami kiedy schodzą na ławkę w przegranym już meczu, to bardzo często robię wszystko, aby pokazać im, że wierzę w wygraną nawet jeśli nie mamy już na nią zbyt wielkich szans. Trenerzy, którzy pod koniec meczu siadają na ławkę, zakładają nogę na nogę nie powinni pracować z młodzieżą – mówi Krzyzewski.

Dziel się z innymi

– Nie rozumiem trenerów, którzy nie dzielą się wiedzą z innymi. Jestem zdania, że każdy trener jest w stanie nauczyć się czegoś od innego trenera. Bez znaczenia jest poziom, na którym ludzie pracują. Ja jako trener Duke i USA na pewno nauczyłbym się czegoś od trenerów pracujących z młodzieżą na świecie, nawet w Polsce. Dlatego uważam, że swoimi doświadczeniami należy dzielić się z innymi, ponieważ taki proces ulepsza także Twój warsztat. Dlatego jestem pomysłodawcą wielu trenerskich klinik i napisałem wiele książek o trenowaniu koszykówki. Na pewno widziałeś także DVD, których jestem autorem. Chciałbym zaznaczyć także, że na moje kliniki trenerskie zapraszam nie tylko profesjonalnych trenerów, ale także zwykłych kibiców, których obecność na trybunach uświadamia mnie, że to co robię jest naprawdę dobre – kończy Mike Krzyżewski.

Przyznaj się do błędów w szatni

Trener Mike Krzyżewski uchodzi za jednego z najlepszych szkoleniowców jeśli chodzi o pracę z młodzieżą, jednak mimo swojego wielkiego autorytetu utrzymuje świetne stosunki ze swoimi graczami. Krzyżewski ma świadomość, iż nie zawsze decyzje przez niego podejmowane są dobre i wyznaje zasadę, która mówi, aby każdego było stać na przyznanie się do własnych błędów.

– Mam zwyczaj nagrywania ważniejszych treningów i oglądania ich wieczorem w domu. Pamiętam, że kiedyś spotkałem się z sytuacją, gdzie ustawiłem jednego z zawodników na danej pozycji i nakazałem mu jakieś zachowanie podczas zagrywki. Podczas treningu nie wychodziło to najlepiej, ale dopiero wieczorem sobie uświadomiłem, że to była błędna koncepcja. Kolejnego dnia podszedłem do niego i powiedziałem mu, że przepraszam go, ale wczorajsza rzecz, którą mu nakazałem była błędna. W jego oczach zobaczyłem wielkie zdziwienie. Wielu trenerów nie czuje potrzeby tłumaczenia się swoim podopiecznym. Mi to nie przeszkadza – zdradza Krzyżewski.

Błędy popełnia się nie tylko podczas treningu, ale także wtedy, kiedy stres i presja czasami przerasta rutynę trenera. Coach K twierdzi, iż podczas spotkania czasami też trzeba przeprosić swoich zawodników za pomyłki i naprowadzić ich na dobrą drogę.
– Pamiętam jeden mecz, w którym kompletnie zmieniłem taktykę w czasie przerwy. To, co ustaliłem podczas przedmeczowych odpraw kompletnie nie działało, my graliśmy fatalnie, a najlepsi zawodnicy byli bezradni w ataku. Wszedłem do szatni i powiedziałem następujące słowa: ‘Wiem, że to co mówiłem Wam przed tym meczem było kompletnie błędne. Byłem idiotą. Przegrywamy, ponieważ źle przygotowałem Was taktyczne do tego meczu. Chciałbym, żebyście teraz wszyscy spojrzeli na mnie, nie jestem już idiotą.’ Wtedy zmieniliśmy nieco nastawienie i druga połowa była znacznie lepsza. Przegraliśmy po dogrywce, jednak uważam ten mecz za wygrany, ponieważ wyciągnęliśmy wnioski jeszcze przed jego zakończeniem – powiedział Coach K.

Szanuj media

Choć w Polsce koszykówka młodzieżowa nie cieszy się kompletnie żadnym zainteresowaniem mediów to w Stanach Zjednoczonych gracze takich drużyn jak Duke muszą nauczyć się funkcjonować w blasku kamer. Liga NCAA cieszy się wielkim zainteresowaniem, dlatego Krzyżewski uważa, iż już od początku gry dla Duke każdy musi nauczyć się współpracować z dziennikarzami.

– Po każdym meczu każdy z zawodników w szatni ma przed sobą od pięciu do dwudziestu mikrofonów. Nie ma takiego innego miejsca na świecie, gdzie młodzi ludzie mogą nauczyć się współpracować z mediami. Poświęcamy dużo czasu, aby nauczyć koszykarzy tego trudnego fachu. Oczywiście nie mówimy im, co mają mówić, ale namawiamy ich do mówienia przede wszystkim prawdy, ponieważ kłamstwo bardzo szybko wyjdzie na jaw – wyjaśnia.
– Oczywiście każdy wie, iż nie może zdradzać tajemnic drużyny oraz szczegółów naszej taktyki, czy też innych sytuacji, które wyjaśniamy w szatni za zamkniętymi drzwiami. Ważne, aby zawodnicy odpowiadali na każde pytanie, szanowali dziennikarzy oraz starali się z nimi utrzymywać pozytywne relacje. To doskonała szkoła przed NBA, bowiem tam czasami jedno źle wypowiedziane zdanie może Cię kosztować sporo pieniędzy albo nawet zmianę sytuacji w Twojej drużynie – kończy.

Baw się tym co robisz

Choć koszykarze grający w NCAA to już prawie profesjonaliści, bowiem za swoją grę otrzymują darmowe stypendia oraz spędzają prawie sześć godzin dziennie na treningach, to Krzyżewski dba o to, aby bawili się tym co robią. – Jeśli jesteś koszykarzem i chcesz być najlepszy to musisz czerpać przyjemność z gry. Jeśli to tylko zawód to nie masz czego u nas szukać – mówi Coach K.

– Pamiętam mecz, w którym na cztery sekundy przed końcem przerwaliśmy 61:63 a Quin Snyder stracił piłkę. Każdy zawodnik w takim momencie oczekuje od swojego trenera pełnego planu wydarzeń krok po kroku podczas przerwy na żądanie. Ja zaryzykowałem. Powiedziałem następujące słowa, które pamiętam do dzisiaj: ‘Panowie, jedyne czego od Was teraz chcę to żebyście usiedli, poczuli ten moment. Posłuchali bicia Waszych serc, poczuli entuzjazm. Czy to nie jest wspaniałe? Właśnie ta chwila, te emocje. Chcę, żebyście zapamiętali tą chwilę a później wyszli na boisko i dali z siebie wszystko.’ Zgadniesz co się stało? Quin, który stracił wcześniej piłkę zaraz po czasie ją przechwycił i momentalnie został faulowany. Trafił dwa wolne i doprowadził do dogrywki. Potem drużyna była tak uskrzydlona, że w dogrywce rywal nie miał kompletnie nic do powiedzenia – opowiada z uśmiechem na ustach popularny „Mick”.

Plan na resztę wakacji

Do końca wakacji zostały jeszcze dwa tygodnie.  Spędzacie ten czas na Orlikach i innych boiskach. Często jest tak, że młodzi playerzy marnują tam czas. Dlatego specjalnie dla moich Campersów i czytelników bloga – wrzucam przydatne ćwiczenia, które możecie wykonać bez trenera. Czasem przyda się po prostu odpowiedni partner do ćwiczeń. Namówicie kumpla z drużyny i do boju!

Ćwiczenia na kozioł:

Doskonałe ćwiczenia z piłką



 

RZUTY:



 

Szukaj nowych rozwiązań! Będziesz mistrzem!

Ten film nie wymaga wprowadzenie. Poświęć 2 minuty i zobacz. Szukaj nowych rozwiązań w każdej dziedzinie swojego życia – BĘDZIESZ MISTRZEM!

BASKET CAMP ZAKOŃCZONY!

Letni Basket Camp zakończony! Teraz mam czas na krótki odpoczynek i zabieram się za zimową edycję. Tymczasem zobaczcie jakie testy przechodzili Campersi w Wałczu:)

Trzeci turnus BASKET CAMPU trwa!

Kiedy większość playerów ma wakacje, my na Basket Campie w Wałczu jesteśmy w połowie trzeciego turnusu i ciężko trenujemy. Poświęć trzy minuty i zobacz jak nam mia czas!

Drugi turnus Basket Campu zakończony!

Ruszył drugi turnus Basket Campu!

Co tam na Basket Campie?

Zastanawia Was co słychać na moim Basket Campie? Ciężko trenujemy! W 3 minuty zobaczycie jak wyglądały nasze ostatnie dni!

 

Basket Camp – relacja z treningów

Tak wyglądały wtorek i środa na moim Basket Campie;)